Bananowe buñuelos, trochę inaczej

Pierwsze buñuelos jadłam w moim ukochanym Leon. Już wcześniej o nich słyszałam, ale ponieważ są wypiekiem okolicznościowym, nie zawsze można je dostać. Więc czekałam spokojnie na Wszystkich Świętych, bo oprócz Huesitos de Santo (kości świętego, które przygotowuje się z masy migdałowej i żółtka) przejmują wtedy cukiernie.
Buñuelos to takie malutkie pączusie lub ptysie i je się je jeden za drugim 😉 Te pierwsze, które jadłam, buñuelos de viento, miały dyniowe nadzienie i robione były z ciasta parzonego*. I to jest chyba najbardziej tradycyjny przepis. Ale smaków jest więcej. Ja osobiście przepadam za tymi z kremem chantilly lub, o tak właśnie! tymi z dorszem.
Przepis, którym się z Wami dzielę jest łatwiejszą wersją, ale równie smaczną! I jest to świetny sposób na zużycie dojrzałych bananów 🙂
* Podstawową różnicą jest to, że ptysie się piecze a buñuelos smaży na głębokim oleju.
** Nie dodaję cukru do masy, ponieważ wystarczająca ilość cukru jest w dojrzałych bananach.

10 minut

15 minut

175

2-3
SKŁADNIKI
Na patelni zacznij powoli rozgrzewać olej.
Przygotuj masę.
Do miski wsyp przesianą mąkę, wiórki lub wanilię, sól i proszek do pieczenia. Wymieszaj.
Dolej mleko i dobrze wymieszaj. Odstaw.
Przygotuj banany.
Obierz je ze skórki i pokrój na 1,5 cm kawałki.
Każdy kawałek banana zanurz w cieście i przełóż na patelnię z rozgrzanym olejem.
Smaż do zrumienienia z obu stron.
Wykładaj na papierowy ręcznik, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu.
Opcjonalnie: gotowe buñuelos możesz oprószyć cukrem pudrem wymieszanym z cynamonem.